15-30.08.2013 - Kilimandżaro

Kilimanjaro / Kilimandżaro 2013
czyli w drodze po piątą perłę...
 

Wyprawa na Kilimandżaro odbyła się w ramach naszego projektu Góry Marzeń
 


 

SPONSORZY:
 


 


 


 


 


 


 


 

PATRONAT MEDIALNY:
 


 


 


 


 


 


 

Od czego tu zacząć.

Kili nie było planem na ten rok, tylko wyjazd w Pamir, gdzie głównym celem miał być Pik Komunizma. Jednak wydarzenia na polskiej arenie wspinaczki wysokogórskiej i inne w górach niższych spowodowały, że wybrałem właśnie Kilimandżaro. Do wyjazdu w góry (nie wiedząc jeszcze, że będzie to Kili) przygotowywałem się już od grudnia 2012, czego testem miał być udział w Biegu Rzeźnika. Bieg poszedł nam bardzo dobrze - ze względu na bezpieczeństwo biegnie się w parach. Niespełna 80km trasę z kolegą pokonaliśmy w 11:59:45 zajmując 57 miejsce na ponad 400 startujących ekip - była moc. W między czasie załatwiałem wszystko co było związane z wyprawą - szczepienia, tabletki na malarię, patronat i sponsorów. Wraz z Marcinem Helakiem, z którym realizujemy projekt Góry Marzeń (www.gorymarzen.pl) nawiązaliśmy współpracę ze Zbyszkiem Bąkiem (www.homohibernatus.eu) i podłączyłem się do wyjazdu organizowanego przez niego z Homohibernatusa. Padł termin 15.08.2013-30.08.2013. No więc karta urlopowa i do dzieła. Czas do wyjazdu minął bardzo szybko.

15.08.2013 Spotkałem się ze wszystkimi na lotnisku o 10 właśnie 15 sierpnia. Był już tam Krzysiek Wieczorek z małżeństwem Justyną i Ernestem Tetkowskimi. Po chwili dołączył Zbyszek Bąk i Mirosław Maślanka. Odprawa i zasuwamy do samolotu. Pierwszy lot do Doha w Katarze, tam 7h oczekiwania na przesiadkę i dalej do Nairobi w Kenii. Dech w piersiach zapierały widoki sztucznych wysp w różnych kształtach - myślałem, że takie są tylko w Dubaju.
 


 


 


 


 


 

Lot minął bezproblemowo, a po wylądowaniu w Katarze ciepłe (gorące) powietrze wręcz wbiło nas w ziemię. Było bardzo gorąco i gdyby nie wszechobecna klimatyzacja byłoby bardzo ciężko.
 


 

16.08.2013 W Nairobi wylądowaliśmy ok. 7 rano. Przyjęto nas w namiotach, bo kilka dni wcześniej spalił się terminal. Co nas zaskoczyło to fakt, że nie było gorąco, a przecież byliśmy już w Afryce - jak się później okaże nie jest tam wcale upalnie. Odprawa paszportowa, 50$ za wizę i jesteśmy w Kenii.